FANDOM


Gora



Autor Edytuj

El_Rurkins. Lodowy Książę


Rozdział 1Edytuj

-Kim jesteś, że ośmielasz się przeszkadzać Rahrokowi?!

-Dowiesz się w swoim czasie...

-Co ty sobie wyobrażasz. Życie ci nie miłe?!

-Jesteś zabawny, dlatego dam ci szansę na odejście.

-Jak śmiesz!Giń!

Wtem Rahrok wypuścił potężną falę ognia, która topiła nawet skały. Jednak wojownik nawet się nie ruszył Cała moc uderzenia dosłownie została wchłonięta.

-Ccco?! Jak?! Ktoś ty?!- wykrztusił.

-A więc jak już mówiłem, masz jeszcze szanse na ucieczkę. - odpowiedział bezlitośnie łowca.

-Chyba kpisz. To ty opuść mój dom, bo inaczej to ty polegniesz.

-Wybrałeś śmierć. Doceniam to, bo nie wiesz kim jestem. - i zniknął z oczu Rahroka w ciemnej jaskini.

Zdezorientowany stwór nie wiedział co robić. Zaczął miotać promienie ze swojej włóczni na wszystkie strony. Po takiej wymianie ciosów jaskinia cudem się nie zawaliła. W jednej chwili Rahrok zdał sobie sprawę co się stało. Dlatego, gdyż jego przeciwnik stał tuż za nim trzymając ręcę na jego szyi.

-Powiedz w zaświatach, że zabił cię Lodowy Książę - powiedział szeptem do jego ucha. Kończąc to zdanie w oczach Rahroka znikł płomień życia. Stwór padł martwy.

-Jestem zbyt pobłażliwy. Dawać szansę na ucieczkę, której i tak wiem, że nikt nie wykorzysta. Muszę popracować nad szybkością, ten głupi stwór w szale prawie mnie trafił tymi promieniami. Aha, jeszcze trofeum.

Lodowy Książę podszedł do Rahroka. Chwycił jego broń i odszedł z jaskini. Przy wyjściu wyciągnął Lodową Śmierć (jego jedynego przyjaciela) i zasypał wejście do jaskini, czyniąc ją nagrobkiem Rahroka.

Wrócił do swojej kryjówki wysoko w górach. Śnieg sypał mu prosto w twarz. Lecz dla niego to się nie liczyło. Najważniejsze było to co zrobił - zabił Rahroka. Wiedział, że jest dobry w walce. Rzadko kogoś zabijał. Tylko wtedy kiedy musiał. A Rahrok mógł kiedyś wpaść na jego trop i zwołać swoich przyjaciół , by go wykończyli (choć Łowca, sam w to wątpił). W głębi wiedział, żę nic mu nie grozi ze strony Rahroka. To dlaczego go zabił? Dlaczego odważył się go śledzić i zgładzić? Cóż, już od dawna nie walczył, a walka to był jego żywioł. Wszystko przez samotność. Od zawsze był sam. Posiadał wielu znajomych, ale żadnych przyjaciół. Lodowy Książę sądził, że samotność daję mu siłę jakiej nikt nie ma. Owszem, nie mylił się. Miał moc której mało osób mogło się równać. Lecz samotność dawała mu także słabość. Tworzyła pustkę którą trzeba było wypełnić - walką. To był jego sposób na życie. To i oczywiście tworzenie intryg. Kolejną tworzył. A miała związek z pewną grupą najemników...

Rozdział 2 Edytuj

W końcu wyszedł z jaskini. Owinięty w gruby płaszcz aby nikt nie mógł go poznać. Po wielu tygodniach rozmyśleń i planów wyruszył do lodowej wioski. Chęć informacji i nowych zdarzeń, była silniejsza w nim zawsze od wszystkiego innego. Mimo, iż nie lubił towarzystwa, musiał niekiedy w nim przebywać. To był właśnie ten czas.

Po długiej podróży, obfitującej w walki z niebezpiecznymi stworami dotarł na miejsce. Do wioski lodu. Skryty pod płaszczem tajemniczości, przeszedł pełnym wdzięku kroku przez bramę. Mimo mrozu, wiosce był tłok. Lodowy Książę skierował się do źródła swoich informacji w tej wiosce - tawerny. Usiadł przy stole w rogu i obserwował.

-Słyszałeś, że kryjówka Rahroka została zasypana- powiedział jeden z grupki matoran w pomieszczeniu.

-Nie mów! Kto to mógł zrobić?!

-Nie zdziwiło cię, że od jakiegoś czasu się tu nie pokazywał? - wtrącił się trzeci.

-Trochę się dziwiłem, jak każdy, ale kto by odważył się to zrobić?

-Mówią, że zrobił to ON...ale nikt tego nie potwierdza.

-ON?! Ale jak, przecież nie widziano go tu dobry rok

-No to co, to przecież Lodowy Książę.-nagle cała tawerna zamilkła i skierowała oczy ku tej grupce matoran. Tylko łowca, zaciekawiony i dumny ze swojego dzieła, nie zrobił nic. Siedział i patrzył. Grupka matoran speszona i zdezorientowana stała z głupimi minami.

-Na co się gapicie, powiedzieli coś głupiego i tyle. Rozejść się! - Rozkazał barman by zażegnać zirytowanie.

Tylko łowca był radosny w duchu. Tyle lat "pracował" aby jego imię wzbudzało respekt i szacunek wśród innych. Od momentu, gdy wpadł przez przypadek do protodermis, wiedział, że musi być wyjątkowy. Zmienił swoje życie stając się postrachem wszelkiego zła. Lecz nie chciał być bohaterem tłumów. O nie. Chciał czegoś więcej. Chciał by jego imię przetrwało lata, dekady, wieki i milenia. Będąc tylko dobry nie mógł tego osiągnąć. Ile dobrych bohaterów było przed nim, a ilu o nich pamiętano. Chciał być sławny i wszystko robił dla swego imienia. Dla nikogo innego. Tylko on i jego miecz Lodowa Śmierć. Tylko ją uważał za przyjaciela, choć wydaję się to bardzo dziwne.

Jednak wiedział, że bez odrobiny pomocy zginął by już dawno, w pojedynku z lepszym potworem. Dlatego miał swoich zaufanych informatorów, którzy śmiało mogli nazwać się jego znajomymi. W każdym miejscu miał jednego informatora. Nikt nie wiedział kiedy przyjdzie, gdzie mieszka i o co spyta. Nie wiedzieli nawet jakiej broni używa, gdyż nigdy jej nie pokazywał. A jak ktoś ją zobaczył to była to ostatnia rzecz jaka ujrzał.

Właśnie zaskoczenie było jego mocną stroną. Bo czego można się spodziewać od wędrowca, bez imienia, maski (choć było to tylko pozorem) i broni (to również)? Kto mógł wiedzieć jak potężną mocą włada? A także po co się zjawił w tej okolicy.

-No to co, że go nie widziano? To nie oznacza, że nie żyje. - kontynuował szeptem matoranin - Szczerze to w ogóle wątpię czy ktoś potrafi go zranić!

Na twarzy Lodowego Księcia pojawił się uśmiech. Wychwycił do barman, który od dłuższego czasu go obserwował. Znał go, ale nie wiedział skąd. Nie raz widział podobny płaszcz. Ostatnim razem przed zginięciem Rahroka. Czyżby to był ON pomyślał. Lecz nie śmiał nawet do niego podejść.

Wtem do tawerny wbiegł strażnik z krzykiem - To ON! To ON! ON zabił Rahroka! Lodowy Książę to zrobił. - W tawernie zamarło. Wszyscy spojrzeli na straznika.

-A skąd to wiesz? zapytał tawerniarz, kątem oka spoglądając na nieruchomego łowcę.

-Zostawił ślad. Podpisał się swoimi inicjałami "LK"! - nikt nie odważył się poruszyć. Po dłuższej chwili Przybysz ze stolika w rogu wstał i na oczach wszystkich wyszedł. A więc trzeba odwiedzić mojego znajomego. Tutaj wypełniłem swą misję. Powiedział w myślach przechodząc przez bramę.

-To był ON - wyjąkał tawerniarz - Siedział tu i słuchał... - cała tawerna zamarła po raz drugi tego dnia.

Rozdział 3 Edytuj

Toa Maru zajmował się tego dnia tym co lubił robić najbardziej - wędkował. W tej części wyspy lato było dość upalne. Toa Ziemi wziął swoja wędkę zrobił zamach i rzucił mniej więcej na środek rzeki. Czekał na pewnego wędrowca. Maru miał mu dostarczyć cennych informacji. Nie myśląc o tej chwili rozłożył się spokojnie koło wędki i próbował się zdrzemnąć. Niestety - próbował.

-Masz dla mnie informacje?

-Mam. - odrzekł ze spokojem Maru nie otwierając nawet oczów

-To mów! Nie mam czasu na zabawę!

-Widzę, że nadal nie nauczyłeś się cierpliwości. Nie dziwne z taką bronią. Pewnie ciągle w biegu co, hi hi..

Wędrowiec nie odpowiedział, zrobił jeszcze bardziej groźną minę niż miał.

-A swoją drogą, ciekawe jak informator Makuty nie ma informacji? Cóż, trochę dziwne ale nie wnikam. Przebywa na Północnym Kontynencie. Nie wiem poco, chyba przed kimś ucieka. - tu spojrzał na wędrowca z lekkim uśmiechem.

-Gdybyś nie był tak dobrym informatorem, już dawno byś zginął.

-Wiem, a więc żegnaj... - ale wędrowca już nie było - ...Kuhtaxie



Po kilku udanych połowach. Maru zwinął wędkę i znów próbował się zdrzemnąć. Niestety, znów tylko próbował.

-Jest cicho, za cicho, a to oznacza tylko jedno... Witaj Księciuniu.

-Dobry jesteś. A więc teraz nadal tu przesiadujesz. - odpowiedział Łowca

-A ty ciągle w trasie po wieczne imię, co? Słyszałem to i owo. Taa... ale nigdy bym nie pomyślał, że można mu skręcić kark. - powiedział z pełnym spokojem Maru

-Niestety nie zostanę tu na dłużej. Kto to był przede mną?

-Słyszałeś takie imię jak Kuhtax? - Lodowy Książę kiwnął głową, że nie - Nie dziwie się. Nawet ja wiem o nim bardzo mało. Był kiedyś szpiegiem Teridaxa, ale...stare dzieje. Poluje na niejakiego Lhikanalo.

-Słyszałem to imię. Posiada jakąś moc czy coś. Myślisz, że Lhikanalo jest mnie wart?

-Pff... myślę, że Kuhtax jest ciebie wart. Oj tak, na pewno jest ciebie wart. Zapewne znajduję się na Północnym Kontynencie. Posiada Buławę Szybkości, więc uważaj a także Gladiusa, jeśli w ogóle ci to coś mówi.

-Mówi i to dość sporo. Zaczyna się robić interesująco. Jak tam twoja noga?

-Na razie się trzyma, ale nie myśl, że gdziekolwiek już z tobą pójdę. To nie na moje siły.

Lodowy Książę uśmiechnął się i odszedł. Wiedział ze Maru to wyczuł, więc się z nim nie żegnał. Toa Ziemi to rozumiał. Rozumiał to co być samotnikiem. Nie przeszkadzało mu takie zachowanie. Zawsze po takim "pożegnaniu" Maru mruczał do siebie - Do zobaczenia przyjacielu.

Po krótkiej chwili zadumy, Maru wziął wędkę, Bliźniacze Ostrza i poszedł stronę swojego domu. Wiedział, że w domu czeka na niego jakiś prezent od Łowcy. Zawsze dawał mu coś po spotkaniach. A Maru dawał mu potrzebne informacje.

Tym razem była to broń. Broń Rahroka.

Rozdział 4 Edytuj

Było południe. Fale lekko uderzały o statek, a promienie słońca odbijały się o wodę. "Księżycowy Blask" płynął w stronę Północnego Kontynentu. Na statku był spokój. Deamoon, spokojny kapitan, obawiał by nie natknąć się na piratów. Zwłaszcza na jednego z nich. Jego największego wroga. Na szczęście nic na to nie zapowiadało.

Pasażer na statku nie spał już od wschodu słońca. Kiedy się przebudził od razu wziął się za ćwiczenia. Wziął do ręki "Lodową Śmierć", stanął po środku kajuty i zaczął swój "taniec". Przełożył ciężar swojego ciała na prawą nogę, wykonał półobrót i ciął mieczem z góry na dół. Podniósł szybko miecz obrócił w ręku i pchnął do tyłu. Wróg zapewne by już nie żył. Ćwiczył tak, bo wiedział , że czeka go bardzo ciężka walka. Z tego co się dowiedział Kuhtax był naprawdę groźnym przeciwnikiem. Wiedział, że tego starcia może nie przeżyć. Lecz chęć by jego imię było nieśmiertelne było dla niego ważniejsze.

Ćwiczył do południa. Po chwili odpoczynku Lodowy Książę wyszedł z kajuty. Chciał widzieć się z kapitanem.

-Nareszcie wyszedłeś z kabiny. - powiedział Deamoon.

-Tak, mam sprawę do ciebie. Skąd masz ten znak? Znak Rahkshi.

-He he, wiele osób się mnie o to pyta. Odpowiadam zawsze to samo. Nie wiem. Po prostu, gdy stałem się Toa on już był. Ale, widzę, że ty także go masz. I jeśli się nie mylę Maru również.

-Tak, racja. - odrzekł Lodowy Książę

-A nie zastanawia cię po co on jest?

-Nie... - nagle przerwał mu krzyk matoranina na bocianim gnieździe - Kapitanie! Przyjacielski statek! Może będzie miał informację!

-Kurs na statek! Byle szybko - krzyknął kapitan. Po niecałej godzinie kapitan wiedział wszystko co chciał wiedzieć.

Skierował się do Lodowego Księcia - Mają jakiś dzień drogi w zapasie. Nawet jak będziemy płynąć najszybciej jak ten statek potrafi, nie obiecuję ci, że zastaniemy Lhikanalo żywego.

-Lhikanalo mnie nie obchodzi. Poluję na Kuhtaxa. - odparł Łowca.

-W takim razie zdążymy. Będziemy u celu za jakieś 2 dni. Mam nadzieję, że zrobisz to co do ciebie należy. - po tych słowach odszedł.

-Ja też tak myślę. - odparł Lodowy Książę i poszedł do swojej kabiny. Nie wychodził z niej do końca podróży.

Rozdział 5 Edytuj

Kapitan miał rację. "Księżycowy Blask" dobił do brzegu po 2 dniach. Załoga krzątała się na opuszczenie statku, lecz...

-Idę sam. To wyłącznie moja sprawa. Macie tu za mną czekać chyba, że zginę. - powiedział oschłym tonem Lodowy Książę

-Zwariowałeś!? Ty chyba nie wiesz na co się porywasz. Nie możesz iść sam. Jesteś głupi... - kapitan nie zdążył dokończyć zdania, gdyż Lodowa Śmierć była niebezpiecznie blisko jego szyi. Załoga a tym bardziej Deamoon nie zdążyli zareagować.

-Nigdy, ale to przenigdy nie waż się do mnie mówić głupcze! - ryknął Książę - Zrobiłem więcej chwalebnych rzeczy niż cała wasza parszywa załoga! Z tobą na czele. - nagle jego głos stał się normalny - Lecz ktoś musi opowiedzieć o moich czynach, więc ty - wskazał na Mrinka - pójdziesz ze mną. - skończywszy zdjął ostrze z szyi Deamoona i zeskoczył ze statku. Spadł na prawe kolano podpierając cie na ręce. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że statek miał wysokość co najmniej dwóch pięter! Mrinek przełknął tylko ślinę.




Szli przez las. Od ponad godziny od opuszczenia statku nie znaleźli nic. Przynajmniej tak sądził Mrinek. Książę był innego zdania.

-Zatrzymaj się. Schowaj i uważnie patrz na każde moje ruchy, abyś niczego nie przegapił. Bo może cię to drogo kosztować.

Matoranin zrobił to co kazał mu Łowca. Po chwili na małej wolnej przestrzeni wokół lasu pojawił się ktoś kogo Mrinek nie znał. Owy ktoś był bardzo dobrze wyposażony. Trzymał jakby buławę w ręce, na nogach miał sztylety, a na plecach jakiś miecz. Lodowy Książę, jak zauważył Mrinek nie poruszył się ani na krok. Najwidoczniej nie bał się przybysza, którym był Kuhtax.

-A więc nareszcie się spotykamy - powiedział Kuhtax.

-Tak, ale cięcie mojego miecza to będzie ostatnia rzecz jaką ujrzysz. - odpowiedział z zniewagą Łowca.

-He he. Dobre. Zapamiętam ten tekst. - w tym momencie jego buława powędrowała na ramiona - Wiem, że mnie śledzisz, ale nie wiem po co.

-Robię to dla sławy. Zabijając cię uzyskam ją.

-Naprawdę jesteś śmieszny. I nie wiesz o mnie nic. Gdybyś był pojęty wiedział byś, że moich ciosów nie zauważysz.

Kuhtax, ruszył do ataku. Dzięki swojej Buławie Szybkości Łowca nawet nie zauważył kiedy dostał silny cios w brzuch, zginając się z bólu. Nie trwało długo zanim następny cios ugodził go w głowę. Padł na ziemię, pierwszy raz w swoim życiu, Lodowy Książę leżał poobijany. Nie mógł zrozumieć co się dzieje. Maru mówił mu o Buławie, więc skoncentrował się wyłącznie na niej.

-Mówiłem, że mnie nie zobaczysz - odparł szyderczo Kuhtax i znów ruszył do ataku.

Lodowy Książę nie zastanawiając się długo, chwycił Lodową Śmierć i uderzył na ślepo - nie trafił. Za to Kuhtax trafił. Posyłając go znów na ziemię. Łowca dłużej nie mógł tego znieść. Wstał i dzięki wielu lat treningów oddał cięcie mieczem. Trafił w Buławę Szybkości Kuhtaxa. Tak jak chciał. Teraz nieli równe szanse. Dla obydwu walka zaczęła się od nowa.

Rozdział 6 Edytuj

Mrinek nie mógł uwierzyć w to co widział. Walka dwóch szalenie dobrych wojowników. Walczyli o życie. Nie znali się za dobrze. Chodziło wyłącznie o życie i śmierć drugiego.

Kuhtax walczył sztyletem w lewej a Gladiusem w prawej dłoni. Natomiast Książę odrzucił tarczę i walczył swym jedynym przyjacielem, jedyną bronią i osłoną w jego życiu - Lodową Śmiercią.

To był taniec. Taniec gracji, walki, szermierki i umiejętności. Byli sobie równi. Nie było widać przewagi żadnego z nich.

Kuhtax zaatakował sztyletem w brzuch Łowcy. Książę odbił atak i następny, Gladiusem. Miecz ten emanował niebieską poświatą. Księciu zdawało się jakby słyszał: Zabiję! Zabiję! Lecz nie było czasu na rozmyślanie. Trzeba było walczyć. Tym razem to Łowca zaatakował. Najpierw miecz ciął z prawej a później z lewej strony, widząc lukę w obronie przeciwnika, Lodowy Książę uderzył go rękojeścią w twarz. Kuhtax niemal się przewrócił. To była szansa dla Łowcy. Zaczął przeważać i dominować.

-Za pewne nie wiesz wiele o mnie - zaczął mówić Kuhtax - Pokażę ci coś. - w tej samej chwili stał się cały biały. Cały lśnij w słońcu. To mogło oznaczać tylko jedno.

-Lodowa osłona? Tym przyjemniej będzie cię zabić! - odrzekł Książę.

Walka stawała się coraz bardziej zaciekła. Nikt nie odpuszczał. Nagle wszystko się zmieniło. Lodowy Książę ugodził Kuhtaxa w rękę. Gdyby nie lodowa osłona, nie miałby już lewej dłoni. Kuhtax się wystraszył, bo pomimo osłony czuł ból. Został zraniony. ON! Nigdy to się nie zdarzyło, zwłaszcza mając lodową osłonę. Uciekał. Uciekał od Łowcy, wiedział, że może to się źle skończyć

Pognał w stronę wulkanu. Znajdując się na samym szczycie.

-Książę! Roztrzygnijmy to tu. Na tej rozpadlinie! Zobaczymy kto jest najlepszy!

I znów rozgorzała walka. Znów Książę był górą. Znów go ugodził. Lecz tym razem śmiertelnie. Biedny Kuhtax nie wiedział co się dzieje. Ostatnimi siłami machnął Gladiusem w Księcia. Podziałało. Książę spadł w otchłań wulkanu, Kuhtax był zadowolony, bo wiedział, że dla swojego wroga nie ma już ratunku . Jednak Łowca nie krzyczał, był również zadowolony. Widział jak Kuhtax padł martwy, przewracając się.

Łowca spadał w dół, nie miał szans się uratować. Nie myślał o tym. Wiedział, że przeżyje. Przecież miał Lodową Śmierć. Gdyby Kuhtax to wiedział zapewne nie było by mu do śmiechu - pomyślał.

Rozdział 7 Edytuj

-A jesteś. Pokonałeś Kuhtaxa. Brawo, zasługujesz na odpoczynek. - powiedział Maru łowiąc ryby.

-Nie to nie dla mnie. Udaję się do mego domu, do Gór Lodowych. Może będzie tam coś ciekawego. Na razie słyszę o mnie to samo co ty powiedziałeś. Spełniłem to co chciałem. Wrócę niebawem.

-Rób co chcesz, ale ja na twoim miejscu bym odpoczął. Mówię ci, to przyjemna rzecz.

Lodowy Książę odszedł. Znów bez słowa. Wiedział, że Maru się nie obrazi. Przecież byli...przyjaciółmi. W głębi duszy to wiedział, lecz nie chciał przyjąć tego do świadomości.



W tym samym czasie na Północnym Kontynencie. Przy wulkanie. Padlino-żercze Rahi podchodziło do zwłok. Zaczęło je skubać, lecz to było ostatnie skubnięcie w jej marnej egzystencji.


KONIEC

Zobacz też Edytuj

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki